Połoniny niebieskie
Gdy nie zostanie po mnie nic /C F C F
Oprócz pożółkłych fotografii / C F C F
Błękitny nie przywita świt / e F C G
W miejscu, co nie ma go na mapie /C F C F
A kiedy sypną na mnie piach
Gdy mnie okują cztery deski
To pójdę tam, gdzie wiedzie szlak
Na połoniny na niebieskie
Powiedzie mnie błękitny wóz
Ciągnięty przez błękitne konie
Przez świat błękitny będzie wiózł
Aż zaniebieszczy w dali błonie
Od zmartwień wolny i od trosk
Pójdę wygrzewać się na trawie
A czasem, gdy mi przyjdzie chęć
Z góry na ziemię się pogapię
Popatrzę jak wśród smukłych malw
Wiatr w przedwieczornej ciszy kona
Trochę mi tylko będzie żal
Że trawa u was tak zielona
Oprócz pożółkłych fotografii / C F C F
Błękitny nie przywita świt / e F C G
W miejscu, co nie ma go na mapie /C F C F
A kiedy sypną na mnie piach
Gdy mnie okują cztery deski
To pójdę tam, gdzie wiedzie szlak
Na połoniny na niebieskie
Powiedzie mnie błękitny wóz
Ciągnięty przez błękitne konie
Przez świat błękitny będzie wiózł
Aż zaniebieszczy w dali błonie
Od zmartwień wolny i od trosk
Pójdę wygrzewać się na trawie
A czasem, gdy mi przyjdzie chęć
Z góry na ziemię się pogapię
Popatrzę jak wśród smukłych malw
Wiatr w przedwieczornej ciszy kona
Trochę mi tylko będzie żal
Że trawa u was tak zielona
Beskid
A w Beskidzie rozzłocony buk G C D G
A w Beskidzie rozzłocony buk G C G D
Będę chodził Bukowiną C D
Z dłutem w ręku G
By w dziewczęcych twarzach C
Uśmiech rzeźbić G
Niech nie płaczą już C D
Niech się cieszą po kapliczkach C D
Moich dróg. G
Beskidzie, malowany cerkiewny dach G C D G
Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach G C H7 e
Tutaj wracam, gdy ruda jesień C D
Na przełęcze swój tobół niesie G C
Słucham bicia dzwonów G
W przedwieczorny czas C D
Beskidzie, malowany wiatrami dom G C D G
Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią G C H7 e
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę C D
Kiedy wiatrem szeleszczą liście G C
Kiedy wolnoąć się tuli w ciepło moich rąk G C D
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk. C D G
A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził gór poddaszem
By zerwanych marzeń struny
Przywiązywać niespokojnym dłoniom drzew
Niech mi grają na rozstajach
Moich dróg.
Beskidzie, malowany cerkiewny dach
A w Beskidzie rozzłocony buk G C G D
Będę chodził Bukowiną C D
Z dłutem w ręku G
By w dziewczęcych twarzach C
Uśmiech rzeźbić G
Niech nie płaczą już C D
Niech się cieszą po kapliczkach C D
Moich dróg. G
Beskidzie, malowany cerkiewny dach G C D G
Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach G C H7 e
Tutaj wracam, gdy ruda jesień C D
Na przełęcze swój tobół niesie G C
Słucham bicia dzwonów G
W przedwieczorny czas C D
Beskidzie, malowany wiatrami dom G C D G
Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią G C H7 e
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę C D
Kiedy wiatrem szeleszczą liście G C
Kiedy wolnoąć się tuli w ciepło moich rąk G C D
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk. C D G
A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził gór poddaszem
By zerwanych marzeń struny
Przywiązywać niespokojnym dłoniom drzew
Niech mi grają na rozstajach
Moich dróg.
Beskidzie, malowany cerkiewny dach
Bez słów
słowa: Wojtek Bellon
muzyka: Wojtek Bellon
Chodzą ulicami ludzie G D
Maj przechodzą, lipiec, grudzień e h
Zagubieni wśród ulic bram C G D
Przemarznięte grzeją dłonie G D
Dokądś pędzą, za czymś gonią e h
I budują wciąż domki z kart C G D
A tam w mech odziany kamień C G
Tam zaduma w wiatru graniu C G
Tam powietrze ma inny smak C G D
Porzuć kroków rytm na bruku C G
Spróbuj- znajdziesz, jeśli szukasz C G
Zechcesz, nowy świat, własny świat C G D
Płyną ludzie miastem szarzy,
Pozbawieni złudzeń, marzeń,
Omijają wciąż główny nurt.
Kryją się w swych norach krecich
I śnic nawet o karecie, co lśni złotem,
Nie potrafią już...
Żyją ludzie, asfalt depczą,
Nikt nie krzyknie- każdy szepcze,
Drzwi zamknięte, zaklepany krąg...
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk...
A tam w mech odziany kamień...
muzyka: Wojtek Bellon
Chodzą ulicami ludzie G D
Maj przechodzą, lipiec, grudzień e h
Zagubieni wśród ulic bram C G D
Przemarznięte grzeją dłonie G D
Dokądś pędzą, za czymś gonią e h
I budują wciąż domki z kart C G D
A tam w mech odziany kamień C G
Tam zaduma w wiatru graniu C G
Tam powietrze ma inny smak C G D
Porzuć kroków rytm na bruku C G
Spróbuj- znajdziesz, jeśli szukasz C G
Zechcesz, nowy świat, własny świat C G D
Płyną ludzie miastem szarzy,
Pozbawieni złudzeń, marzeń,
Omijają wciąż główny nurt.
Kryją się w swych norach krecich
I śnic nawet o karecie, co lśni złotem,
Nie potrafią już...
Żyją ludzie, asfalt depczą,
Nikt nie krzyknie- każdy szepcze,
Drzwi zamknięte, zaklepany krąg...
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk...
A tam w mech odziany kamień...
BIESZCZADZKI RAJD
Zebrało się tutaj wielu C a d G
Takich jak my C a d G
Siadaj z nami przyjacielu C C7 F f
A zaśpiewamy Ci
Ref. Rajd, rajd bieszczadzki rajd
Czy to słońce, czy to deszcz
Idziesz z nami przyjacielu
Bo sam cchesz
Każdy harcerz przeżyć chce
Ten bieszczadzki rajd
Aby wzmocnić swoje siły
Jemy dużo pajd
Chociaż chleba nam brakuje
Ale fajno jest
Ktoś nas wtedy poratuje
To braterski gest
Moze kiedyś tu za rok
Wszyscy się spotkamy
Obsiądziemy ogień w koło
Itak zaśpiewamy:
Takich jak my C a d G
Siadaj z nami przyjacielu C C7 F f
A zaśpiewamy Ci
Ref. Rajd, rajd bieszczadzki rajd
Czy to słońce, czy to deszcz
Idziesz z nami przyjacielu
Bo sam cchesz
Każdy harcerz przeżyć chce
Ten bieszczadzki rajd
Aby wzmocnić swoje siły
Jemy dużo pajd
Chociaż chleba nam brakuje
Ale fajno jest
Ktoś nas wtedy poratuje
To braterski gest
Moze kiedyś tu za rok
Wszyscy się spotkamy
Obsiądziemy ogień w koło
Itak zaśpiewamy:
Przemijanie
Dzień kolejny minął aGa
Dzień co nic nie przyniósł CGae
Jeszcze się nie skończył CGae
A już nowy wyrósł CGa
Ref.:
Tyle dni minęło, tyle marzeń CGae
Tyle ludzi przeszło, tyle zdarzeń CGae
Tyle marzeń sennych się nie spełniło CGae
Tyle dobrych gwiazd ubyło. CGa
Tyle słów powiedział
Słów, co nic nie znaczą
Może kogoś uraził
Czyjeś oczy płaczą
Znowu czasu mijanie,
Znowu minął dzień-
Komu przyniósł radość?
Komu smutek- wiem
Dzień co nic nie przyniósł CGae
Jeszcze się nie skończył CGae
A już nowy wyrósł CGa
Ref.:
Tyle dni minęło, tyle marzeń CGae
Tyle ludzi przeszło, tyle zdarzeń CGae
Tyle marzeń sennych się nie spełniło CGae
Tyle dobrych gwiazd ubyło. CGa
Tyle słów powiedział
Słów, co nic nie znaczą
Może kogoś uraził
Czyjeś oczy płaczą
Znowu czasu mijanie,
Znowu minął dzień-
Komu przyniósł radość?
Komu smutek- wiem
Marsz Harcerski
Złączeni węzłem braterskiej miłości
Zwycięsko płyniem wśród życiowych fal,
Przed nami jutro jaśniejszej przyszłości
Z nami potega: naszych "czynów stal".
Dłoń z dłonią wiąż, przez życie dąż
Pełen nadziei, ochoty
Swym czynem świeć, jak orzeł leć
W świat prawdy piękna i cnoty.
Kto świat swych uczuć i myśli rozszerza
Powiększa siebie i Ojczyznę swą
A to jest celem harcerki, harcerza
Którzy potężną Polskę widzieć chcą.
Dłoń z dłonią wiąż, przez życie dąż
Pełen nadziei, ochoty
Swym czynem świeć, jak orzeł leć
W świat prawdy piękna i cnoty.
Zwycięsko płyniem wśród życiowych fal,
Przed nami jutro jaśniejszej przyszłości
Z nami potega: naszych "czynów stal".
Dłoń z dłonią wiąż, przez życie dąż
Pełen nadziei, ochoty
Swym czynem świeć, jak orzeł leć
W świat prawdy piękna i cnoty.
Kto świat swych uczuć i myśli rozszerza
Powiększa siebie i Ojczyznę swą
A to jest celem harcerki, harcerza
Którzy potężną Polskę widzieć chcą.
Dłoń z dłonią wiąż, przez życie dąż
Pełen nadziei, ochoty
Swym czynem świeć, jak orzeł leć
W świat prawdy piękna i cnoty.
Idziemy w Jasną
Idziemy w jasną
Z błękitu utkaną dal,
Drogą wśród pól bezkresnych
I wśród morz szumiących fal.
Cicho szeroko,
Jak okiem spojrzenie śle,
Jakieś się snują marzenia,
W błękitnej spowitej mgle.
Idziemy naprzód
I ciągle pniemy sie wzwyż,
By zdobyć szczyt ideałów
Świetlany harcerski krzyż.
Idzie noc, słońce już,
Zeszło z gór, zeszło z pól,
Zeszło z mórz,
W cichym śnie, spocznij już.
Bóg jest tuż, Bóg jest tuż.
Day is done, gone the sun
From the lake, from the hills
From the sky.
All is well, safely rest.
God is nigh.
C’est la nuit, tout se tait,
Sur la plaine, les collines,
Et les bois,
C’est la pais, tous est bien
Et Dieu vient.
Po Beskidzie błądzi jesień
Po Beskidzie błądzi jesień, /C G
Wypłakuje deszczu łzy, /a e
Na zgarbionych plecach niesie /F C
Worek siwej mgły. /d G
Pastelowe cienie kładzie /C G
Zdobiąc rozczochrany las, /a e
Nocą rwie w brzemiennym sadzie /F C
Grona słodkich gwiazd, złocistych gwiazd. /d G C
Jesienią góry są najszczersze /F G C a
Żurawim kluczem otwierają drzwi (…do nieba /F G C C7
Jesienią smutne piszę wiersze, /F G C a
Smutne piosenki śpiewam ci. /d G C
Po Beskidzie błądzą ludzie /C G
Kare konie w chmurach rżą /a e
Święci pańscy zamiast w niebie /F C
Po kapliczkach śpią. /d G
Kowal w kuźni klepie biedę, /C G
Czarci wydeptują szlak, /a e
W starej cerkwi co niedzielę /F C
Rzewnie śpiewa wiatr, pobożny wiatr. /d G C
Jesienią góry są najszczersze /F G C a
Żurawim kluczem otwierają drzwi (…do nieba) /F G C C7
Jesienią smutne piszę wiersze, /F G C a
Smutne piosenki śpiewam ci. /d G C
Wypłakuje deszczu łzy, /a e
Na zgarbionych plecach niesie /F C
Worek siwej mgły. /d G
Pastelowe cienie kładzie /C G
Zdobiąc rozczochrany las, /a e
Nocą rwie w brzemiennym sadzie /F C
Grona słodkich gwiazd, złocistych gwiazd. /d G C
Jesienią góry są najszczersze /F G C a
Żurawim kluczem otwierają drzwi (…do nieba /F G C C7
Jesienią smutne piszę wiersze, /F G C a
Smutne piosenki śpiewam ci. /d G C
Po Beskidzie błądzą ludzie /C G
Kare konie w chmurach rżą /a e
Święci pańscy zamiast w niebie /F C
Po kapliczkach śpią. /d G
Kowal w kuźni klepie biedę, /C G
Czarci wydeptują szlak, /a e
W starej cerkwi co niedzielę /F C
Rzewnie śpiewa wiatr, pobożny wiatr. /d G C
Jesienią góry są najszczersze /F G C a
Żurawim kluczem otwierają drzwi (…do nieba) /F G C C7
Jesienią smutne piszę wiersze, /F G C a
Smutne piosenki śpiewam ci. /d G C
Kadryl rajdowy
Zapraszamy do kadryla
Tę melodię każdy zna
Tutaj refren się zaczyna
I tutaj swój koniec ma
Ref.:
Raz, dwa jak piękni gra
To rajdowy kadryl nasz
Hej, hej! Nie rób jaj!
Graj kadryla, graj!
Na zielonej łące
Pasły się zające
Mówi jeden do drugiego:
„Chodź skopiemy oboźnego!”
Na zielonej łące
Pasły się bażanty
Mówi bażant do bażanta:
„Chodź skopiemy komendanta!”
Weź za rękę babę swą
Idź nad rzekę utop ją!
I zawołaj: „Heja, hej!
Jednej baby mniej!”
Tę melodię każdy zna
Tutaj refren się zaczyna
I tutaj swój koniec ma
Ref.:
Raz, dwa jak piękni gra
To rajdowy kadryl nasz
Hej, hej! Nie rób jaj!
Graj kadryla, graj!
Na zielonej łące
Pasły się zające
Mówi jeden do drugiego:
„Chodź skopiemy oboźnego!”
Na zielonej łące
Pasły się bażanty
Mówi bażant do bażanta:
„Chodź skopiemy komendanta!”
Weź za rękę babę swą
Idź nad rzekę utop ją!
I zawołaj: „Heja, hej!
Jednej baby mniej!”
Krajka
Drogą pylistą, drogą polna,
Jak kolorowa panny krajka,
Lato się toczy ku stodołom,
Będzie tańczyć walca...
A ja mam swoja gitarę, /d G
Spodnie wytarte i buty stare, /C a
Wiatry niosą mnie... /d E a (A7)
Schrypnięte skrzypce stroją świerszcze,
Żuraw się wsparł o cembrowinę
Wiele nanosi wody jeszcze,
Wielu sie ludzi jej napije...
Drogą pylistą, drogą polna,
Jak kolorowa panny krajka,
Lato się toczy ku stodołom,
Będzie tańczyć walca...\
Jak kolorowa panny krajka,
Lato się toczy ku stodołom,
Będzie tańczyć walca...
A ja mam swoja gitarę, /d G
Spodnie wytarte i buty stare, /C a
Wiatry niosą mnie... /d E a (A7)
Schrypnięte skrzypce stroją świerszcze,
Żuraw się wsparł o cembrowinę
Wiele nanosi wody jeszcze,
Wielu sie ludzi jej napije...
Drogą pylistą, drogą polna,
Jak kolorowa panny krajka,
Lato się toczy ku stodołom,
Będzie tańczyć walca...\
Pułkownik Kula-Lis
Gdy ruszył na wojenkę, miał siedemnaście lat,
A serce gorejące, a lica miał jak kwiat.
Chłopięcą jeszcze duszę i wątłe ramię miał,
Gdy w krwawej zawierusze Szedł szukać mąk i chwał.
Lecz śmiał się śmierci w oczy, a z trudów wszystkich kpił,
Parł naprzód, jak huragan, i bił i bił i bił.
A chłopcy z nim na boje szli z pieśnią, jak na bal,
Bo z dzielnym Komendantem i na śmierć — iść nie żal.
Nie trwożył się moskiewskich bagnetów, lanc, ni dział,
Docierał zawsze z wiarą tam, dokąd dotrzeć chciał.
Gdy szedł zaś w bój ostatni, miał lat dwadzieścia dwa —
A sławę bohatera, a moc i dumę lwa.
Świsnęła mała kula i grób wyryła mu,
Bohaterowi łoże, — Posłanie wieczne lwu.
Rycerski pędził żywot, rycerski znalazł zgon;
Armaty mu dzwoniły, a nie żałobny dzwon.
Chorągwie się skłoniły nad grobem, na czci znak,
A stara brać żołnierska, jak dzieci, łkała tak.
Sam nawet Wódz Naczelny łzy w dobrych oczach miał,
Ukochanemu chłopcu na trumnę order dał.
A wiecie wy żołnierze, kto miał tak piękny zgon,
Kto tak Ojczyźnie służył — Czy wiecie, kto był On?
Otwórzcie złotą księgę, gdzie bohaterów spis,
(1) – pułkownik Kula-Lis z Rzeszowa – jeden z najdzielniejszych oficerów I Brygady Legionów Polskich, poległ w bitwie pod Torczynem dnia 7 marca 1919 r., mając zaledwie 22 lata.